Pokazywanie postów oznaczonych etykietą u. Wydarzyło się. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą u. Wydarzyło się. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 października 2021

LICHO WZIĘŁO! - książeczka dla dzieci

 


Tyle zajęć... dziecko, warsztaty, pranie, gotowanie... że nie zdążyłam jak dotąd pochwalić się moim małym-wielkim osiągnięciem.

Stworzyłam książeczkę. Pierwszą z planowanej serii o piędzimężyku Myszocie. Planuję napisać ich co najmniej kilka, by móc dzięki nim wprowadzić moje dziecko (a może i inne dzieci?) w świat słowiańskiej kultury, duchowości i obrzędowości.

Pierwszą książeczką miała być ta wprowadzająca postaci głównych bohaterów - przedstawiająca ich i wyjaśniająca, dlaczego zostali sąsiadami. Bohaterami tymi są piędzimężyk oraz moje własne dziecko, do tego pewna mysz domowa i rodzinka domowików.

Ponieważ jednak zawirowania związane z wytworzeniem figurek piędzimężyka i myszki pochłonęły trochę czasu przeznaczonego na stworzenie prototypu książeczki, pierwszy jej numer poświęcony został postaci pewnego słowiańskiego ducha, który niekoniecznie zalicza się do tych najsympatyczniejszych. ;)

I tak oto,  mimo że... „Licho wzięło!” wcześniejsze plany, powstało coś na początek równie satysfakcjonującego...

 


Kilka stron z książeczki (jest ich ogółem 44):






Obraz Jerzego Przybyła - "Licho"




Poniżej możecie dowiedzieć się, jak przebiegały prace i jakie są moje plany na kolejne części. Bo kolejne na pewno wkrótce się pojawią i trafią do naszego słowiańskiego sklepu. :)

 *

Wszystko zaczęło się od ogłoszenia przez „Żywiecką Fundację Rozwoju” konkursu, w którym zdobyć można było „Stypendium z Pasją”. Należało przedstawić komisji swoją pasję i plany jej rozwoju w przypadku przyznania stypendium. Dziwnie trochę było stawać w szranki z uczniami i studentami, niesamowicie zdolnymi bestiami. :)  

Przedstawiłam się tak:

Moją pasją jest pisanie. Gdybym zdobyła stypendium, przeznaczyłabym je na naukę robienia składu książek, żeby samodzielnie móc je tworzyć - od A do Z, z pominięciem wydatków na skład i profesjonalny wydruk w drukarni. Mam głowę pełną pomysłów, dobrą domową drukarkę, zszywarkę i gilotynę i możliwość sprzedaży przez sklep niszowego wydawnictwa. Czego nie mam - środków na niepewną inwestycję w skład i druk określonego nakładu. Jeżeli złożę i wydrukuję sama w domu - będę mogła sprzedać jedną, dziesięć czy pięćdziesiąt sztuk, drukując każdorazowo zamówiony egzemplarz i nie poniosę strat. Jeżeli dostanę pieniądze na naukę, przedstawię jej wynik w postaci złożonej, wydrukowanej i zilustrowanej własnymi zdjęciami książeczki.   

Gdy przeszłam do drugiego etapu, nie powiedziałam nikomu. Tym bardziej, że teraz trzeba było nagrać krótki filmik o sobie. Mnie, technologicznemu mamutowi, wydawało się to nie do przejścia. Poczekałam aż rodzina zaśnie, bo nie chciałam się przed nimi wygłupić. Nagrywałam o północy, zestresowana i zażenowana do granic. Następnie - jako że nasz Internet też jest z epoki kamienia łupanego - radiowy, obijający się o góry i lasy i z trudem ciągnący do nas, o ile nie wejdzie mu w drogę jakaś ciemna chmurka - do siódmej rano wgrywałam dwuminutowy filmik na maila, modląc się, żeby nie zawiesił mi się w tym czasie komputer. Poszło! :)

Dostałam stypendium. Przyznałam się rodzinie. ;) I ruszyłam do dzieła. Napisałam tekst książeczki. Pomoc - stworzenie figurek piędzimężyka i myszki, zaoferowała Patrycja. Niestety, z powodów osobistych nie dała rady... [Ale wiesz, Kochana, samo to że chciałaś mnie wesprzeć, że zobaczyłaś w tym sens, dało mi takiego kopa, że starczyło na dobry rozpęd i do końca sprawiało, że nie zwątpiłam. Dlatego i tak mam Ci co zawdzięczać! <3]

Opisana w książeczce pora roku niestety zmieniła się w tym czasie. Koniecznym stało się napisanie drugiego tekstu - na wszelki wypadek niezależnego od pory roku i pogody i tylko z udziałem jednej figurki, bo podejrzewałam, że myszki niestety nie uda mi się zdobyć na czas. Stąd właśnie pomysł na tekst o Lichu, które - jako że nikt u nas w rodzinie pedantem nie jest - rzeczywiście dość często daje się nam we znaki, chowając lub porywając różne rzeczy. ;)

Z pomocą ukochanego mężczyzny powołaliśmy do życia figurkę piędzimężyka. Domek i część wyposażenia wykonałam sama - reszta to stare zabawki z dzieciństwa.

Starsza siostra mojego syna zasugerowała, że nie wiadomo, czy dzieci zaakceptują książeczkę ze zdjęciami. Wystraszyłam się, że może mieć rację, więc zapominając, że w ogóle nie umiem rysować, popełniłam kilka ilustracji. :D Ostatecznie chyba jednak trzeba będzie zostać przy zdjęciach, bo już sobie przypomniałam, dlaczego to miały być właśnie one... ;) Będą więc zdjęcia oraz - dodatkowo - każdorazowo jakiś obraz Jerzego Przybyła. W ten sposób chciałabym wprowadzić dzieciaki także w świat sztuki, pomóc im ją zrozumieć, docenić, poczuć. Z drugiej strony nic tak głęboko nie wyjaśnia słowiańskiej duchowości, jak właśnie pełne symboliki i atrybutów obrazy Mistrza. :)

Mam też w końcu i myszkę! Zrobiła ją dla mnie na zamówienie Angelina z Fiber fury - Needle felted figurines, której zachwycające dzieła możecie podziwiać na jej profilu na fb: https://www.facebook.com/Fiberfury/

A oto i sama myszka, na razie w obiektywie twórczyni:



Jeśli zatem zainteresowałam w tej chwili rodziców lub nauczycieli/wychowawców małych dzieci (4-7 lat) - obserwujcie bloga na bieżąco, bo wkrótce powinno się coś pojawić. :) Możecie też pisać do mnie na maila: czubakjoanna@poczta.fm

 

Ze swojej strony raz jeszcze dziękuję Ani Jafernik, Ani Ziębie i całej ekipie Żywieckiej Fundacji Rozwoju za to, że daliście mi możliwość rozwoju i uwierzyliście, że w tym szaleństwie jest jakiś sens. ;) <3


*

Fotorelacja z pracy nad książeczką:

Podpisywanie umowy stypendialnej...

nauka...

kleją się maleńkie kierpce...

praca nad składem w programie InDesign...

sesja zdjęciowa: Duszan i ręka Licha w pokoju zaaranżowanym jako piwnicę...


czwartek, 23 września 2021

Warsztaty w Przybyłówce: "PLONY I CHLEB - DAWNIEJ I DZIŚ". Fotorelacja.

 


22. września 2021 odbyło się drugie spotkanie tematyczne zorganizowane przez nas w Przybyłówce w ramach projektu Działaj Lokalnie: „W zgodzie z naturą - wychodzimy poza ramy”. Tym razem warsztaty poświęcone były tematowi PLONÓW I CHLEBA - DAWNIEJ I DZIŚ.

 

Warsztaty podzieliliśmy na dwie części. Pierwsza poświęcona była tematowi chleba, następnie pod okiem naszego gościa specjalnego, pani Marii Grzegorek, wielokrotnej laureatki konkursów bibułkarskich, uczyliśmy się robić kwiaty z bibuły.

Pierwszą część spotkania rozpoczęliśmy rozmową o dzisiejszym bezwartościowym, wręcz szkodliwym dla zdrowia chlebie z supermarketu, który zupełnie nie pasuje do naszego wzorca kulturowego, jakim jest cześć, jaką darzymy chleb - do niedawna symbol pożywienia jako takiego, zdrowia, obfitości, dostatku i płodności. 

Chlebem żytnim, upieczonym przez pana Dariusza i panią Małgorzatę z Soli, którzy robią to w sposób najlepszy z możliwych - z misją dzielenia się zdrowiem i przyjemnością ze spożywania takiego pieczywa - podziękowaliśmy za tegoroczne plony. Piotr - gospodarz Przybyłówki - klękając i chowając się za wielkim okrągłym bochnem, przeprowadził prastary słowiański obrzęd, pytając zebranych, czy widać go zza kołacza. Usłyszawszy odpowiedź twierdzącą, życzył wszystkim w przyszłym roku tak obfitych plonów, żeby go zza kołacza już nie zobaczyli. 

Obrzędowym pieczywem dzieliliśmy się między sobą, łamiąc je, nie krojąc, jako że poświętnego pożywienia nie śmie przeciąć nóż! Chleb, czarownie wzmocniony dodatkiem masła (na tłuste czyli dostatnie życie) i miodu (aby nam się słodko i w opiece przodków żyło!) smakował wybornie! 

Następnie Joanna - gospodyni - zapoczątkowała rozmowę na temat symboliki chleba w duchowości słowiańskiej i jej dziedziczce - kulturze ludowej. Wspólnie z etnografem-góralką - Barbarą Rosiek i panią Marią Grzegorek, dla której kultura ludowa była i jest codziennością i świętem, prowadząca tę część gospodyni, przywoływała liczne przykłady obrzędowego zastosowania chleba (także podpłomyków i innych wypieków), ciasta, zboża i dzieży chlebowej. Omówiliśmy symbolikę i zasady czarownego wpływania na rzeczywistość (zaklinanie dobrobytu, zdrowia i pomyślności). Przypomnieliśmy sobie także, jak dawniej wyglądał siew, zażynki, dożynki i Święto Plonów. 

Po tej części przystąpiliśmy do nauki robienia bibułkowych kwiatów. Pod okiem mistrzyni, pani Marii, wszystkim udało się stworzyć własne róże, stokrotki, goździki, dalie, szyszki... Było wesoło i kolorowo, a samo zwijanie kwiatków, okazało się być przyjemne, wyciszające i ożywiające zarazem, niczym tworzenie mandali. Doskonałego nauczyciela poznaje się po tym, że człowiek zyskuje przy nim poczucie, że też potrafi, że też może. Takim doskonałym nauczycielem jest właśnie pani Maria Grzegorek. 


Wszystkim, którzy spędzili z nami ten cudowny czas, dziękujemy za obecność i entuzjazm -  

Organizatorzy - Słowiańskie Dusze: Joanna Czubak, Barbara Rosiek oraz Piotr Kudrycki

 

Fotorelacja: